13.12 Wyniki finału Konkursu Ojczyzny Polszczyzny 12 grudnia 2015 r. Pobierz
07.12 Lista finalistów Konkursu Ojczyzny Polszczyzny w szkołach podstawowych Pobierz
Mieć słuch na drugiego człowieka i pisać … muzycznie
wróć do listy artykułów
Wywiad autor: Barbara Lekarczyk-Cisek

Znana wrocławska dziennikarka radiowa i telewizyjna, red. Lena Kaletowa dzieli się w wywiadzie swoimi refleksjami na temat wpływu szkoły na język i myślenie,  rozważa, czym jest dobre dziennikarstwo, mówi o radości odkrywania i dzielenia się tym z innymi, wzbogacającym czerpaniu z kontaktów z ludźmi, a  także o swoich dziennikarskich przygodach.

Barbara Lekarczyk-Cisek: Ponieważ wywiad jest adresowany przede wszystkim do nauczycieli i uczniów, chciałabym na wstępie zapytać Panią o wpływ szkoły na Jej późniejsze wybory.


Lena Kaletowa:
Kształciłam się w nietypowej szkole, a mianowicie w liceum pedagogicznym, w którym podczas trwającej pięć lat edukacji przygotowywano nas do zawodu nauczycielskiego. Zdecydowałam się na ten rodzaj kształcenia, ponieważ wiedziałam, że to najlepsza szkoła w mieście1 . A kształcono w niej niesłychanie wszechstronnie! To, że jestem dzisiaj dziennikarką swobodnie czującą się w prasie, radio i telewizji, jest zasługą mojej szkoły. Poza podstawowym kanonem nauczania obowiązkowy był chór, orkiestra, a każdy z nas musiał grać na jakimś instrumencie. Były też kółka recytatorskie i to dzięki nim poznawałam literaturę, obcowałam z poezją, pięknym słowem, i to słowem, w którym ukrywa się jakaś myśl, przeżycie… To sprawiło, że mój język kształtował się nie tylko poprzez lekturę książek, ale także przez wygłaszanie tekstów i kontakt z drugim człowiekiem. Uważam, że dobra szkoła średnia to jest baza na całe życie, a dobry polonista w szkole to jest po prostu skarb. Daje podstawy języka polskiego, ale także uczy myślenia. Tak to postrzegam przez pryzmat swojego życiorysu.

Studiowała Pani polonistykę. Czy kierunek studiów miał wpływ na wybór zawodu dziennikarki?

Muszę Panią rozczarować – wcale nie chciałam być dziennikarką! Byłam bardzo dobrą studentką i już na II roku polonistyki miałam stypendium naukowe oraz dwie publikacje w liczących się czasopismach naukowych: „Pamiętniku Teatralnym” i „Pamiętniku Literackim”. Miałam nadzieję, że zostanę na uczelni, ale to były takie czasy, że jeśli się nie miało partyjnej legitymacji, to nie było szans. Jednak w jakimś sensie zostanie dziennikarzem zawdzięczam studiom polonistycznym. Otóż wiedziałam, że w „Ossolineum” znajdują się nieopublikowane rękopisy Władysława Reymonta, poszłam więc do Radia z propozycją, że przygotuję na ich podstawie audycję. Oczywiście, audycji tej nie potrafiłam zrobić. Pracował nad nią cały zespół, ale to był mój debiut dziennikarski. Powiedziano mi wówczas, że jeżeli popracuję przez pół roku jako wolontariusz i będą ze mnie zadowoleni, to mnie przyjmą do pracy w rozgłośni. I tak się stało. Zatrudniono mnie w redakcji popularnonaukowej. Dzięki temu byłam blisko nauki,  wykonując  zawód popularyzatora.

Jakie należałoby spełnić warunki, aby być dobrym dziennikarzem?

Nie ma chyba lepszej definicji od tej, którą podał Melchior Wańkowicz, twierdząc, że dziennikarz jest osobą, która „wie coś o wszystkim i wszystko o czymś”. W tym skrócie ogromnym jest zainteresowanie otaczającym światem, próba rozumienia zjawisk w ich związkach przyczynowo-skutkowych, a także jakaś specjalizacja. Trzeba bowiem być dobrym w jakiejś dziedzinie i wiedzieć więcej lub prawie tyle, ile wie rozmówca.

Następnym warunkiem jest ciekawość i przemożna chęć podzielenia się tym, czego się dowiedzieliśmy,. a także radość z tego, że odkryło się coś, czego jeszcze inni nie odkryli. Tak, potrzeba dzielenia się jest bardzo istotna. Nazywamy to pasją dziennikarską i bez niej nie ma tzw. gorącego dziennikarstwa.

Ma Pani wieloletnie i różnorodne doświadczenie dziennikarskie. W którym z mediów: radiu, telewizji czy prasie praca była najbardziej twórcza?

Bardzo kochałam pracę w redakcji popularnonaukowej. Była niesłychanie rozwijająca. Mam na swoim koncie m.in. rozmowy ze wszystkimi wielkimi wrocławskimi matematykami. Będąc laikiem, zadawałam im pytania dotyczące tak abstrakcyjnej dziedziny. Poprzez różnorodność dyscyplin, w których trzeba było się poruszać, sama nieustannie się rozwijałam.

W telewizji praca nie fascynowała mnie już tak mocno. Pracowało się w zespole i efekt końcowy był dobry, jeśli zespół był zgrany. Czasami nieuwaga jednej osoby niweczyła wszystko. Ale częściej to talent kolegów wzbogacał dzieło.

W prasie znalazłam się z konieczności, ponieważ w stanie wojennym straciłam pracę. Poszłam wówczas do redaktora „Gazety Wrocławskiej”2 z zapytaniem, czy zatrudni mnie jako korektorkę. Koniec końców dostałam pracę w Magazynie „Gazety Robotniczej” i tam znowu miałam do czynienia z obszarem nauki, muzyki i literatury. Dzięki prasie przeżyłam też moją największą przygodę dziennikarską, mianowicie… pochowałam po raz drugi Aleksandra Fredrę! Otóż cykl moich artykułów w Magazynie „Gazety Robotniczej” spowodował powołanie komisji rządowej i w konsekwencji remont kościoła w Rudkach, gdzie przez wiele lat panowania komunizmu zwłoki leżały sprofanowane, a kościół został zamieniony w magazyn. Polska wyasygnowała pieniądze, świątynię odbudowano i rzeczywiście godnie pochowano autora „Zemsty”.

Przyczynić się przy pomocy słowa pisanego do czegoś dobrego to jest dla dziennikarza ogromna satysfakcja.

Ryszard Kapuściński twierdził, że aby napisać stronę własnego tekstu, czyta ogromne ilości tekstów innych autorów – dla „osłuchania się” dobrej polszczyzny. Jakie są Pani sposoby na „dobre pisanie”?

Pisanie jest męką… Uchwycić myśl – jeśli się ją ma – jest niesłychanie trudno. Poza tym  tekst bywa zawsze jakoś ograniczony – ilością słów, miejscem, czasem…

Wydaje się niektórym, że wywiad jest bardzo łatwą formą dziennikarską. Tymczasem to jedna z najtrudniejszych form, bo trzeba w bardzo krótkim czasie przekazać myśl drugiego człowieka, przy pomocy jego języka go scharakteryzować i jeszcze powiedzieć coś o jego odczuwaniu, charakterze – o nim samym. To jest bardzo trudna sztuka. Przy tym trzeba umieć słuchać ludzi, mieć słuch na drugiego człowieka… Jeden z dyrygentów, z którym kiedyś przeprowadzałam wywiady, powiedział po latach do mojej koleżanki, że we Wrocławiu jest taka dziennikarka, która pisze muzycznie. I to był największy komplement, jaki usłyszałam…

Właśnie, dziennikarstwo to nie tylko dobry tekst, giętki język, ale także spotkania z ludźmi, z których każdy może być ważnym tematem…

Ludzie nas wzbogacają – poprzez swój sposób odczuwania, swoją wiedzę… Ogromnie wiele wynosi się z kontaktów z nimi. Kiedy dziennikarz potrafi czerpać  z takich spotkań, bardzo się  rozwija.

Jaki wpływ na język, sposób pisania i mówienia mają nowe media, Pani zdaniem?

Z moich obserwacji wynika, że w dzisiejszym komunikowaniu obraz dominuje nad słowem, że nie jest  już ono  tak ważne jak niegdyś. Sądzę, że zjawisko to ma wpływ również na jakość myślenia, ponieważ język jest również odzwierciedleniem myśli.  Jeżeli człowiek posługuje się skrótami, równoważnikami zdań, to znaczy, że jego myślenie jest także skrótowe. Obawiam się, że nadmierne siedzenie przed komputerem spowoduje, iż wyrośnie nam pokolenie, o którym pisał w zupełnie innym kontekście Julian Tuwim w wierszu „Straszni mieszczanie”, że „tu koń, tu krowa”. Innymi słowy – zjawiska przestaną być ze sobą powiązane przyczynowo – skutkowo. A jeśli człowiek nie będzie rozumiał otaczającego go świata w takim właśnie związku, to będzie bardziej agresywny lub  podatny na  medialną manipulację.

Dziękując za interesującą rozmowę, proszę o udzielenie młodym adeptom słowa porady, jak dobrze mówić i pisać.

Jest taka prosta zasada telewizyjna: jeżeli chcesz powiedzieć krótko, na temat i ciekawie, zacznij od… zaskoczenia. W konstrukcji telewizyjnej wypowiedzi nazywa się to kulminacją. Zacznij więc od tego, co zaskoczy odbiorcę. Kiedy go już zainteresujesz i zatrzymasz na sobie jego uwagę, rozwiń wypowiedź i spuentuj ją, czyli powiedz o skutkach albo wszystko zbierz ładnie, aby słuchacz wiedział, że to jest koniec Twojego wystąpienia.

Często obserwuję, że młodzi ludzie mówią nie otwierając ust. Tymczasem, aby się porozumieć, trzeba być słyszalnym i mówić wyraźnie, aby to dotarło do wszystkich, nawet najdalej siedzących słuchaczy. Trzeba także zadbać o kontakt wzrokowy z osobami, do których się przemawia. Najlepiej znaleźć tę jedną życzliwie na nas patrzącą i mówić do niej. Wtedy dotrzemy także do pozostałych, czego życzę wszystkim uczestnikom Konkursu Ojczyzny Polszczyzny.

Rozmawiała Barbara Lekarczyk-Cisek

Przejdź do rubryki „Porady mistrzów słowa”. »

Lena Kaletowa (właśc. Helena Wojtas-Kaletowa), ur. 1943 w Białymstoku. Dziennikarka PR i TV Wrocław oraz „Gazety Robotniczej. Autorka publicystycznych audycji radiowych i telewizyjnych. Laureatka m.in. Nagrody Prezesa Radiokomitetu za publicystykę społeczną (1971), pomysłodawczyni pierwszego ogólnopolskiego radiowego magazynu konsumenckiego „Tak czy inaczej” (1977-81) i programu telewizyjnego o mniejszościach narodowych (1991). Od 1996 wykłada etykę dziennikarską na Uniwersytecie Wrocławskim.

(Encyklopedia Wrocławia, Wrocław 2000)



1 Liceum Pedagogiczne w Białymstoku
Gazeta Wrocławska (pełny tytuł Polska Gazeta Wrocławska) – dziennik dolnośląski wydawany we Wrocławiu od 1945 r. W okresie PRL tytuł brzmiał "Gazeta Robotnicza". Był to organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR we Wrocławiu. Gazeta była organizatorem wyścigu kolarskiego Szlakiem Grodów Piastowskich. W III RP, po prywatyzacji w 1990 tytuł dziennika został przekształcony w Robotniczą Gazetę Wrocławską, następnie w Gazetę Wrocławską.

Portal EduqrsorPortal Eduqrsor
Organizator konkursu:
STOWARZYSZENIE
OJCZYZNY POLSZCZYZNY
Główni sponsorzy:
Sponsorzy:
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Patroni honorowi:


Patroni medialni:

kontakt | regulamin
Copyright Nowa Era 2013